W końcu przyszedł dzień badania. Stawiłem się punktualnie pod pokojem w którym wykonywane są badania. Załatwiłem kwestie papierkowe i czekałem, aż przyjdzie mój lekarz i wykona badanie. Trwało to godzinę  i muszę przyznać, że ta godzina nieludzko mi się dłużyłaPrzyszedł lekarz i kazał się położyć na kozetce na brzuchu i opuścić lekko spodnie. Następnie zacząłszukaćdobrego miejsca do wbicia co polegało na naciskaniu palcem na kość biodrową w różnych miejscach.  Następnie jak już znalazł właściwe miejsce to popsikał mnie czymś co chyba miało zmrozićmiejsce zastrzyku ze znieczuleniem. I faktycznie samego zastrzyku nie czułem. Następnie lekarz robi niewielkie nakłucie co jest bezbolesne. Okazało się mam mieć zrobioną biopsję oraz trepanobiopsję

Pierwsza była biopsja. Lekarz bierze igłę i wkłuwa się do kości po czym podłącza strzykawkę do igły i pobiera właściwa ilość materiału do badania. Musze powiedzieć, że nie jest to bolesne i trwa chwilkę. Samo wbijanie jest odczuwalne ale nie bolesne choć może trochęnieprzyjemne. W moim przypadku lekarz chwilkę musiał napełniać tąstrzykawkę bo nie chciało lecieć. 

Następnie przyszedł czas na trepanobiopsję. Analogicznie lekarz bierze igłę i wbija do kości z tym, że nie używa już strzykawki tylko po wbiciu rusza tą strzykawka tak aby kawałek kości ze szpikiem wyszedł z igłą po jej wyciągnięciu. Ruchy te polegały na tym, że lekarz kręcił igłą w prawo i w lewo. Następnie wyciągnął igłę. Okazało się jednak, że nie ma próbki w igle. Więc trzeba było powtórzyć. Lekarz znów się wbił i tym razem zamiast kręcić igłą w prawo i lewo zaczął nią dynamicznie ruszać. Ciężko to opisać jednak ja cały chodziłem na tej kozetce od tych ruchów. Niestety po wyjęciu igły znów nie było materiału do badania. Więc była trzecia próba. Wbicie, kręcenie tym bardziej jeszcze dynamiczniej i wyciągnięcie. Za trzecim razem się udało wraz z igłą wyszła kość ze szpikiem. Po badaniu pielęgniarka nakleja plaster i trzeba poleż kilka minut na plecach.

Czy to bolało? Dwa pierwsze razy były bardzo podobne do tego co czułem podczas biopsji czyli wbijanie czujemy ale nie jest to bolesne. Za trzecim razem jak lekarz szukał miejsca na kości do wbicia to jak dotykał niektórych miejsc to czuć było lekki ból podobny to tego jak gdy przygryziemy bolącego zęba. Ale jak już się wbił do kości to ból ustawał. Ruszanie igłą również nie jest bolesne. Jest to bardziej nieprzyjemne uczucie. Podsumowując to badanie nie jest takie straszne jak niektórzy piszą. Strach ma wielkie oczy. Ja miałem zrobioną biopsję i trzy razy trepanobiopsję za jednym razem i skłamał bym jak bym powiedział, że to bolało. Ja bardziej byłem wystraszony tym co czytałem przed badaniem dlatego dobrze wam radze nie czytajcie czyichś opiniiUwierzcie mi, że to nie jest takie straszne. A co więcej podobno większości osób udaję się zrobić trepanobiopsję za pierwszym razem. Więc wówczas całe badanie trwa 10 min. 

Po powrocie do domu zacząłemszukać informacji na temat trepanobiopsji. Na skierowaniu lekarz wpisał zabieg przeprowadzenia biopsji szpiku jednak z wizyty zapamiętałem, że lekarz mówił o trepanobiopsjiPoszperałemtrochę w sieci i dowiedziałem się, że trepanobiopsja to zabieg wykonywany przeważnie na talerzu kości biodrowej mający na celu wycięcie fragmentu kości wraz ze szpikiem kostnym w celu przeprowadzenia na nim badań histopatologicznych. Biopsja z kolei jest bardzo podobnym badaniem jednak w trakcie używa się cieńszej igły i materiał do badania pobiera się do strzykawki. Następniezacząłemszukać informacji o tym badaniu od osób które je przeszły. I to był duży błąd. Ludzie piszą o swoich odczuciach podczas badania w taki sposób, że włos się na głowie jeży. Przykładowo ludzie piszą, że to straszny ból nieporównywalny z niczym innym albo, że leczenie kanałowe bez znieczulenia w porównaniu z tym badaniem to pestka. Oczywiście są wpisy w których ktoś pisze, że nie jest tak źle ale jest ich zdecydowanie mniej. Nakręcając się bardziej  obejrzałem jeszcze kilka filmików z przeprowadzania takiego zabiegu – filmiki są na youtube po wpisaniu anglojęzycznej nazwy badania. I szczerze powiedziawszy zacząłem się obawiać tego badania. Termin badania przybliżał się z dnia na dzień a ja co dzień szukałem czegoś nowego na ten temat w sieci. Oczywiście nic nowego nie znalazłem (bo niby co) ale cały czas się nakręcałem. 

W końcu przyszedł czas pierwszej wizyty w poradni hematologicznej. Myślałem sobie,że to pewnie potrwa z dwie godzinki i będzie po wszystkim. Ale okazało się zupełnie inaczej. Najpierw musiałem odczekać swoje w kolejce do rejestracji. Mimo, że się rejestrowałem telefonicznie to trzeba było potwierdzić swoją obecność osobiście przy okienku. Odczekałem swoje więcmyślę sobie teraz pójdzie już jak po maśle. Ale znów niemiła niespodzianka. Pani w okienku skierowała mnie do pokoju w którym jest pobierana krew. Jak się okazało podczas każdej wizyty w poradni hematologicznej pobierana jest krew i wykonywane są jej badania. Dzięki temu idąc na wizytę lekarz dysponuje zawsze aktualnymi wynikami. Do pokoju poboru krwi była nie mniejsza kolejka niż do rejestracji. Czekając w kolejce widziałem wiele młodych osób chorych na białaczki. Rozmawiali między sobą o tym ile kto razy miał chemioterapie bądź jak wyglądał przeszczep szpiku. Wtedy powoli zaczęło do mnie docierać, że wszystko jest możliwe i nikt nie jest nieśmiertelny. Po pobraniu krwi została mi już tylko ostatnia kolejka. Kolejka do lekarza. W końcu lekarz wyczytał moje nazwisko i zaprosił do środka. Lekarz zerknął na ksero moich dotychczasowych badań oraz na wynik badania wykonanego w poradni i uzupełnił je informacją o tym, że nie pracuję w warunkach szkodliwych.Następniezapytał czy wyrażam zgodę na wykonanie trepanobiopsji. Zapytałem go co to jest i czy mogę się nie zgodzić. Lekarz mi w kilku dosłownie słowach powiedział, że to badanie jest niezbędne do zdiagnozowania pewnych chorób i, że trochę boli ale dam radę. Tak więc do poradni przyszedłem o godzinie 9 a wyszedłem o 15. U lekarza byłem niecałe 5 min i wyszedłem z ustalonym terminem trepanobiopsji. To był pierwszy moment kiedy zacząłem się obawiać o moje zdrowie. Przecież lekarz miał mi powiedzieć, że jestem zdrowy – przynajmniej miałem taką nadzieję– a nie zapisywać mnie na badanie które jak sam powiedział trochę boli ale wytrzymam.

Podczas kontrolnej wizyty mój lekarz rodzinny stwierdził, że dawno nie robiliśmy morfologii krwi więc wypada to uzupełnić. Badanie od razu wykonałem i umówiłem się na ponowną wizytę. Jak lekarz zobaczył mój wynik to stwierdził, że mam za mała liczbę leukocytów i musimy powtórzyć badanie rozszerzając je o rozmaz. Ponownie wykonałem badanie i znów miałem za niski poziom leukocytów. Lekarz zaczął mnie wypytywać czy dobrze się czuje i czy mam jakieś niepokojące objawy. Oczywiście odpowiedziałem, że jestem zdrowy jak ryba.  No może ostatnimi czasy mam troszkę mniej sił ale to chyba normalne mam 40 lat więc sił raczej nie będzie przybywało. Lekarz przepisał mi jakieś proszki miałem je brać przez miesiąc a później miałem powtórzyć badanie. Lekarz mówił, że być może mam lub miałem jakąś infekcje która może przebiegać bezobjawowo więc należy poczekać. Kolejne badanie wykonałem i okazało się, że poziom leukocytów nie dość że nadal jest za mały to na dodatek spada. Tym razem dostałem skierowanie na USG brzucha. Na USG okazało się, że mam powiększoną śledzionę. Z opisem USG brzucha wróciłem do mojego lekarza który raz jeszcze zlecił mi badanie krwi z rozmazem. Wyniki badania były znów gorsze od poprzednich. Wtedy mój lekarz prowadzący stwierdził, że nie ma na co czekać i napisze mi skierowanie do poradni hematologicznej w trybie pilnym.  Zadzwoniłem do poradni hematologicznej  i umówiłem się na wizytę. Cały czas nie dopuszczałem do siebie informacji, że mogę być na coś chory. Raczej patrzyłem na to w taki sposób, że jak hematolog czyli specjalista od chorób krwi zerknie na moje wyniki to zaraz zauważy, że jestem zdrowy a te wyniki to tylko przejściowe zachwianie.